…i Niewód nas na pokuszenie

Z końcem sezonu czas chyba podsumować kilka akcji, które udało się przeprowadzić w mijającym sezonie. Na początku to co marzyło mi się od dawna: połów niewodem dobrzegowym. Okazja nadarzyła się w czasie XX Festynu Archeologiczno-Historycznego w Bikupinie. Zabrałem tam ze sobą niewód, a w zasadzie klepę długości około 20 m, z niewielkim włokiem. To dość współczesna siatka, ale zasada działania ta sama, postanowiliśmy więc spróbować.

Sieć była kompletna, szyta z podwójnie skręcanej, stylonowej nici, zaopatrzona w topolowe pławiki i ołowiane grążele. Do byków doczepiłem liny długości 10 metrów na stronę.

Dłubankę pomogli nam przenieść wojowie z drużyny Jantar, oraz nieoceniona, biskupińska ochrona.

Połowem zająłem się wraz z Jackiem Tesławskim z Osady Krajeńskiej. Na łowisko wybraliśmy odsłonięty brzeg, tuż za rekonstrukcją osady łużyckiej, najstarszej w biskupińskim rezerwacie.

Pogoda była idealna, tuż koło 17. Lekko pochmurne niebo i woda gładka jak stół. (Jako smaczku dodam, że z radiowęzła puściłem same szanty w tym piosenki Piotrka Ściesińkiego 🙂

)r2

 

 

Pierwszy zaciąg wydaliśmy z dłubanki. Okazało się to jednak dość skomplikowane na chybotliwej łódki. Okazało się również, że na linii trzcin jest podwodny próg, który uniemożliwia swobodną penetrację toni. Sieć nie mogła się otworzyć.r3

Do drugiego zaciągu zamocowaliśmy dodatkowe 20 metrów liny na jednym skrzydle. Na dłubance zmieniłem się z Wojtkiem Ławrynowiczem. Tym razem chłopaki holowali linę, a ja wydawałem sieć z brzegu.

r4

Całkiem fajny klimat. Bez pasa i butów, ufyflany błotem i … hasła do dłubanki: “pierwszy byk!”, “Jadro!”, “drugi byk!”, “kooooniec!” – niosło się po biskupińskim jeziorze. Jacek z Wojtkiem zatoczyli dłubanką krąg i wracając do brzegu… albo zaczepili bykiem o wodorosty, albo usiedli dłubanką na podwodnym progu! Dość, że do brzegu musieliśmy holować ich dodatkową cumą.r1

Zaciąg wydaliśmy jeszcze raz i tu… sukces!!! W jadrze niewodu ugrzązł jeden, ,mały leszcz. 🙂

Tak wyglądał pierwszy w moim życiu połów niewodem. Wnioski? Jeszcze za wcześnie. Na pewno jest to dość skomplikowana praca zespołowa. Jeżeli szelki do ciągania niewodów z Gdańska(szelki wykorzystywało się do sieci znacznie większych niż nasza klepka) są faktem (w te szczecińskie nie wierzę) to należy się zgodzić z profesorem Leciejewiczem, że pierwsze maszoperie (stowarzyszenia) rybackie mogły powstać już w X wieku.

Specjalne podziękowania dla:

– dyrektora Wiesława Zajączkowskiego i Magdy Zawol – za umożliwienie realizacji naszych kłusowniczych zapędów.

– Markowi Skubiszowi – za liny i świetną sesję dostępną na fb

– Joasi Witulskiej – za fotki, które możecie tu obejrzeć

– Jantarowi i Ochronie – za pomoc w tarabanieniu dłubanki

– załodze Weleta –  za wypożyczenie dodatkowych lin i przypilnowanie naszego lotniskowca

– rybakom biorącym udział w eksperymencie:- Jackowi, Wojtkowi i Grześkowi

– anonimowemu leszczykowi, który dał nam tyle radości:- rośnij duży okrąglutki, w przyszłym roku wpadnij do nas z kolegami 😉

– wszystkim kibicom, którzy dzielnie wspierali nas z plaży

CHWAŁA NAM! 😉

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s